Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#31
Jeżeli chodzi o "nauki z wojny", to jest przynajmniej jedna, za to chyba dość istotna: oficjalna zmiana regulaminu prowadzenia strzelań i szkolenia strzeleckiego, uwzględniająca doświadczenia z bojowego użycia broni w Iraku. Takie szkolenia wg zmienionych zasad były prowadzone w jednostkach już od roku, po powrocie pierwszych zmian, ale było to nieoficjalne i sprzeczne z regulaminem. Teraz jest nowy regulamin - zatem może w końcu ktoś się zorientował, że dotychczasowe metody szkolenia ogniowego pojedynczych żołnierzy były nieprzydatne w warunkach bojowych. W ogóle wydaje się, że udział w tej operacji mimo wszystko mocno przewietrzy skostniałe myślenie o wojsku, jego zadaniach i szkoleniu, jakie wciąż panuje w naszych siłach zbrojnych, zwłaszcza na najwyższych szczeblach dowodzenia.

Opinie: Kto naszym sojusznikiem?

#32

Moja subiektywna ocena.

Świat po agresji Stanów Zjednoczonych na Irak i po „samowolnym” obaleniu reżimu Saddama Husajna, niewątpliwie się zmienił. Lecz można pokusić się o stwierdzenie iż ta wojna i konflikt między „starą” UE (sądzę że można tak uogólnić) a USA to tylko podsumowanie napięcia narastającego od dawna i mającego swe podłoże w różnicach natury „moralnej i etycznej” oraz ekonomicznej co choćby potwierdza wybór na drugą kadencję prezydenta G. W. Busha.

W XIX wieku Napoleon określił Europę jako „krecią norę” i to określenie sądzę trafnie określa dzisiejsze wewnątrz europejskie porządki. Ambicje takich krajów jak Niemcy czy Francja są niemal tak wielkie jak ich kolonialne aspiracje na początku XX wieku. I tak samo jak owe imperia bez racji bytu. Dziś objawiają się one chęcią odgrywania dominującej roli w polityce i gospodarce światowej, jak i niesieniu zupełnie innej niż amerykańska wizji demokracji, demokracji będącej całkowitym wypraniem społeczeństwa z jakichkolwiek „wspólnych” koncepcji i idei mających swe ugruntowanie w religii jak i wynikających z „religijnego” porządku świata.

Wielu z was zapewne zapyta co to ma wspólnego z tematem i co ja tu „wyskakuje” na forum militarnym z takimi porównaniami... Otóż moim zdaniem ma i powoli dotrę do celu. Spójrzmy na Hiszpanię, jeden zamach bombowy i upada rząd, nowy wycofuje wojska z Iraku przy euforycznej reakcji społeczeństwa krzyczącego na manifestacjach pokój, pokój. We Włoszech „wystarczającym” pretekstem stało się porwanie kilku (?) obywateli, Francja i Niemcy pragnące odgrywać większą rolę w ustalaniu porządku światowego a może należało by powiedzieć w jego utrwalaniu (bo zdaje się iż te kraje jakichkolwiek koncepcji zmian nie wniosły), wewnętrznie są pogrążone to w debatach o laickości społeczeństwa i zakazie symboli religijnych, jak i w rozważaniach nad stanem gospodarki (wcale nie najlepszym) i tym ile jeszcze pieniędzy trzeba będzie przeznaczyć na nie mającą końca reformę landów wschodnich... Oba z tych krajów mają ujemny przyrost naturalny (co zdaje się być normą w Europie Zachodniej) i są zaludniane coraz liczniej przez obcokrajowców których nie są w stanie zasymilować a którzy są Europie obcy kulturowo i religijnie (wszak to często tożsame).

Ciężko się oprzeć wrażeniu iż w ramach walki o laickość pogrzebano swe korzenie a teraz w bezideowych społeczeństwach pojawili się przybysze ze światopoglądem całkowicie odmiennym od europejskiego... i nie za bardzo wiadomo co z tym fantem zrobić... A powoli zbliża się czas kiedy do EU ma wstąpić Turcja... kraj tak różny iż niektórzy analitycy wieszczą iż jego wstąpienie oznaczać może kres EU...
To wyrywkowy lecz znamienny obraz sytuacji i sądzę iż można mówić nieco dramatycznie (acz czy bez podstaw?) iż Europa jest równoważnikiem słowa stagnacja... a co to stagnacja??? To już niech każdy sam sobie odpowie...

USA natomiast są całkowitym niemal przeciwieństwem Europy. Prężny i rozwijający się kraj, który wyrósł już, z niedojrzałego pacyfizmu (niemal gówniarskiego spójrzcie na twarze tych młodych demonstrujących ludzi i na wywiady z nimi, jedyne co potrafią powiedzieć to że wojna jest zła{co jest prawdą} lecz nie potrafią swych wypowiedzi uzasadnić miast tego palą rytualnie kukły Busha) pacyfizmu, naród który wie że „si vis pacem para bellum”... i że o swoje miejsce w świecie, swoje interesy, jak i często interesy innych trzeba walczyć i jeśli nie można inaczej to nawet zbrojnie sięgać po swoje. To kraj który aktywnie tworzy nowy ład. Co oczywiście wielu się nie podoba... [zważmy iż to łamiące nakazy ONZ Stany usilnie starają się o reformę tej skorumpowanej (Kofi Annan i rodzinne interesy) i nieudolnej organizacji, a żaden „wielkich” europejskich krajów nic nie proponuje poza zachowaniem istniejącego porządku i nieustającą krytyką USA...] Sumując powyższe uważam iż rozłam USA – EU jest poważniejszy niż może się na pierwszy „rzut oka” wydawać, i co gorsza myślę że jest trwały i może się pogłębiać, bo jego przyczyny tkwią w społeczeństwach i ich ideach... (naród amerykański w większości popiera choćby wojnę w Iraku i żaden farenheit i inne na dłuższą metę nie jest w stanie tego zmienić a nawet nie czynią tego dotychczas ofiary...)

Polska a wojna w Iraku. Moja odpowiedź jest jedna, słusznie uczyniliśmy wspierając USA w misji Irackiej. I korzyści upatruję głównie w sferze moralnej (w odniesieniu do armii nie do społeczeństwa), oraz organizacyjnej. Jako realista uważam iż nasi tzw. „politycy” uwikłani w wielkie korupcyjne skandale nie są w stanie i co gorsza nie chcą a nawet nie potrafią wyciągnąć z naszego zaangażowania w Iraku jakichś dla nas (czyli narodu Polskiego) korzyści. A lawirowanie „pomiędzy” EU a USA na dłuższą metę dla kraju takiego jak Polska (czyli źle rządzonego, z marną gospodarką, [nieważne co mówią dziwne wskaźniki pana Belki, 20 % bezrobocia mówi samo za siebie a jeszcze więcej mówią choćby dzienniki czy spacer jedną z wielu zapomnianych polskich miejskich dzielnic], kraju bez autostrad, czy np. mostów na Wiśle [mapy w dłoń policzyć i można zacząć płakać, szczególnie jak trzeba jechać po kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego mostu... nie dziwne że KTO musi pływać, a i park pontonowy ma już wiele za sobą...], bez nowych domów dla mas pracujących {nie mówię o nowych osiedlach o jakże przystępnych cenach...}) itp., itd... Myślę że nie odbiegłem za bardzo od tematu. Tak więc takie lawirowanie pomiędzy musi się skończyć zrażenie obu stron... bo na arenie międzynarodowej niewiele sobą reprezentujemy.

Ale nawet w takich jak obecne okolicznościach zyskujemy na obecności w Iraku ponieważ: żołnierze uczą się swego rzemiosła, sumiennie i prawdziwie, i w związku z tym pewne haniebne obyczaje zanikają (w latach 90 miałem „szczęście” być w WP i o wrażeniach lepiej nie wspominać...), oficerowie i podoficerowie się kształcą zdobywają doświadczenie na realnym polu walki, któryś z Panów zauważył iż regulaminy też powoli i opornie ale się zmieniają, no i można by zweryfikować wyższą kadrę dowódczą i zastanowić się co dalej... (niektórzy nasi generałowie [na konferencji ON z dnia 28 października] min. Pan Bieniek są przekonani że KTO są słabiej zabezpieczone przed ostrzałem niż np. nasze cudowne... Honkery... bez komentarza...) Co do innych korzyści to przy takich politykach jakich mamy, można zapomnieć... bo może F 16 c/d byśmy za darmo nie dostali ale np. odnowione F 16 a (MLU) ze składnic USA pewnie by się dało wytargować a może i trochę uzbrojenia i nieco kasy na unowocześnienie struktur i infrastrukturę... czy może BAL np. Predatory... ech... byłoby w czym wybierać by naród wiedział że poza tym że sobie tam jesteśmy i „bardzo ważne rzeczy robimy” coś z tego mamy...

No i jeśli chodzi o miejsce Polski czy UE czy USA (mówimy oczywiście o zbliżeniu) to ja osobiście stawiałbym na USA bo jest to mimo odległości pewniejszy gwarant naszej niezawisłości niż pacyfistyczna EU. (a tak na marginesie to MON powinien sobie przypomnieć iż konstytucyjnym obowiązkiem Wojska Polskiego jest obrona naszych granic i zapewnienie nam bezpieczeństwa...)

Serdecznie pozdrawiam

Wojciech Żurawski

Tak na marginesie pragnę zaznaczyć iż nie jestem bynajmniej „amerykanofilem” lecz starałem się w miarę (subiektywnie oczywiście jak każda ocena) ocenić sytuacje.
cron