Re: Współczesne pole walki, a cywile

#11
Witold Muszyński pisze:Cześć.
Mylisz trochę pojęcia. Świadomy atak na niebroniony obiekt cywilny jest niedopuszczalny w myśl prawa wojennego.
Zgadzam się w 100%.
Witold Muszyński pisze:Natomiast przypadkowe ofiary wśród ludności cywilnej podczas prowadzenia ataku na cele wojskowe, są naturalną konsekwencją prowadzenia działań bojowych i nie będą ścigane jako zbrodnia wojenna. Co więcej, jeżeli będzie możliwe udowodnienie, że strona atakowana wykorzystywała ludność cywilną jako „żywe tarcze”, to osoby odpowiedzialne za taką sytuację mogą zostać postawione przed trybunałem.

Rozumiem, taka sytuacja miała miejsce w czasie operacji "Płynny Ołów", kiedy Izrael walczył z bojownikami z Palestyny, którzy chowali się za cywilami.
Moje pytanie jest tylko takie, czy kiedy wróg chowa się wśród cywili a dodatkowo prowadzi lub będzie prowadził ostrzał naszych jednostek to czy w ogóle ktoś zawraca sobie głowę kwestią cywili czy po prostu wydaje rozkaz uderzenia w oddziały wroga "jak najszybciej"?
Witold Muszyński pisze:Kolejna kwestia, pilot szybkiego samolotu lecącego lotem koszącym na wysokości 60 m z prędkością 500-700 km/h nie ma żadnych szans na obserwację celu. Jego zadanie polega na niezauważonym podejściu do strefy wycelowania, naprowadzeniu samolotu na wskazany cel, dokonaniu odpalenia rakiet lub zrzutu bomb i natychmiastowego wykonania manewru wyjścia ze strefy obrony przeciwlotniczej.

Co oznacza "lot koszący"? A co jeśli pilot leci na większej wysokości? Wytłumaczyłeś mi "zasady używania" bombowców, myśliwców bardzo klarownie i wielkie dzięki za to :)
Witold Muszyński pisze:Śmigłowców nie wysyła się na tyły wroga do wykonywania ataków na silnie bronione cele. Maszyny tego typu wykonują misje dywersyjne, działają w ramach grup manewrowych, itp., natomiast atakują cele lądowe działając znad własnego ugrupowania. Wynika to z faktu, że są stosunkowo łatwym do zniszczenia celem dla obrony przeciwlotniczej.
Co oznacza stwierdzenie "znad własnego ugrupowania"? Resztę rozumiem.
Witold Muszyński pisze:Co do użycia różnego rodzaju cudów techniki, to tak pięknie wygląda to tylko na filmach o „amerykańskich orłach”, którzy wszystko widzą i wszystkich śledzą. Widzą przez ściany, słyszą z kosmosu co człowiek mówi na ulicy, itp. Do tego nieuchronnie zmierzamy, ale to jeszcze jest odległa przyszłość. Nie ma takiej możliwości, aby w każdym miejscu i o każdej porze przebywał nasz satelita szpiegowski. Satelity geostacjonarne wiszą nad danym terytorium, ale one są w większości wykorzystywane jako stacje nawigacyjne oraz stacje przekaźnikowe łączności, ich systemy korekcyjne pozwalają na utrzymywanie stałego położenia na orbicie. Typowy satelita szpiegowski prowadzący rozpoznanie w zakresie widzialnym, działa na niskiej orbicie słoneczno-synchronicznej (np. 150 – 280 km), posiada system manewrowania pozwalający na korekty i w pewnym zakresie zmiany orbity, ale nad danym terytorium przelatuje co kilka dni. Rozdzielczość jego urządzeń rozpoznawczych nie pozwala na czytanie gazety, rozpoznanie twarzy lub odczytanie numeru rejestracyjnego samochodu. Jeżeli atak na cel zostanie zsynchronizowany z przelotem satelity, to będę mógł zobaczyć to w czasie zbliżonym do rzeczywistego (ale tylko zbliżonym, bo pewne opóźnienie wystąpi). Nie pozwoli to jednak, na stwierdzenie czy są tam cywile czy ich nie ma.
Czyli rozumiem, że na chwilę obecną jedyną metodą by obserwować cel w celu minimalizacji strat wśród cywili jest używanie dronów bądź też helikopterów ze specjalnymi kamerami. Natomiast zarówno drony, jak i helikoptery są łatwym celem dla obrony przeciwlotniczej.

Tak przy okazji - w czasie wojny w Wietnamie Amerykanie chcąc zniszczyć jakiś most, czy tunel to nie mogli wysyłać do tego zadania helikopterów, tylko samoloty, ponieważ było ryzyko ze strony Obrony Przeciw Lotniczej sił komunistycznych (mam na myśli zarówno Wietnam Północny, jak partyzantkę działającą na południu - Wietkong). Czy dobrze rozumuję?
Teraz trochę naginane pytanie, które zabrzmi idiotycznie - po co wysyłano piechotę w śmigłowcach, narażając się na duże straty, zamiast dla przykładu niszczyć wroga bezpośrednio z powietrza? Od czego to zależy, że raz niszczymy siły przeciwnika rakietami, bombami a innym razem pakujemy ludzi do śmigłowców i przeprowadzamy szturm, wspierany tylko przy pomocy sił powietrznych?

Teraz przeskakuję do wojny w Afganistanie (2001-)
Czy talibowie dysponują bądź dysponowali obroną przeciw lotniczą? Jeżeli nie to czym mogły być uwarunkowane decyzje o użyciu do jakichś akcji myśliwców/bombowców, za pomocą których przecież nie można w tak dużym stopniu minimalizować strat wśród cywili jak przy pomocy dronów czy helikopterów.

Od czego może zależeć to czy do akcji posyłamy piechotę/siły specjalne jedynie wspomagane przez lotnictwo czy też dokonujemy ataku przy pomocy samych sił powietrznych?
Ogólnie chodzi o rolę tradycyjnego żołnierza na dzisiejszym (ale też wcześniejszym np. Wietnam) polu walki?

Witold Muszyński pisze:A tak na koniec, co masz na myśli pisząc „w armiach uważanych za uczciwe”. Działania bojowe nie mają nic wspólnego z uczciwością, wojna do zawsze strach, ból i łzy.
To bardzo proste - mówiąc "uczciwe" mam na myśli armie takich państw, jak Polska, USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy (obecne), Izrael, Korea Południowa, Japonia (obecna) itp.

Byłbym niezmiernie wdzięczny za odpowiedź ale również za polecenie jakiejś książki, która wyjaśniałaby działanie współczesnych armii jak USA, Wielka Brytania, Izrael w określonych sytuacjach na polu walki. W jakich sytuacjach na polu bitwy/strefie działań wojennych/terytorium wroga używa się jakich środków/metod działania i dlaczego takich a nie innych. Ogólnie rzecz ujmując - sposoby działania armii w różnych sytuacjach, najlepiej jak by były dodatkowo wsparte historycznymi operacjami.

Wiem, że proszę o wiele ale ten temat mnie bardzo interesuje i będę bardzo wdzięczny za pomoc, oczywiście jeżeli będziesz w stanie mi jej udzielić :)

Jeżeli inni forumowicze mogą pomóc włączając się do dyskusji to również serdecznie zapraszam.

Pozdrawiam