Przenoszenie żołnierza do innego miejsca pełnienia służby.

#1
Dzień dobry wszystkim, myślę o pójściu do wojska lecz nurtuje mnie temat przenoszenia, może mało ważny, lecz dla mnie problematyczny. Wokoło słyszy się, że żołnierzy przenoszą czasem bardzo daleko od domu i czasem na stałe i oni nie mają "nic do gadania". Chciałabym wiedzieć jak to wygląda w rzeczywistości, w odniesieniu do kobiet, czy jeśli kobieta ma rodzinę, dzieci to też można ją przesiedlić z tą rodziną, czy może ona zdecydować czy chce pozostać w danej jednostce? i w odniesieniu do mężczyzn o ile jest jakaś różnica. Ja wolałabym być w moim miejscu zamieszkania dlatego to pytanie kieruję do osób bardziej doświadczonych, może są jacyś żołnierze, którzy mogliby wytłumaczyć tą kwestię. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi i życzę wszystkim miłego dnia. Natalia

Przenoszenie żołnierza do innego miejsca pełnienia służby.

#3
Oczywiście, że żołnierz musi wykonywać rozkazy.
Może prosić ( służbowo) i motywować chęć służby w takim czy innym miejscu.
Ale wojsko to nie koncert życzeń.
I na to liczyć nie należy.
Druga sprawa to rodzina , kwatera służbowa , czy czasem - własny dom mieszkanie.
Jeśli żona z dziećmi np. nie chce jechać do np. Czerwonego Boru , czy innego "leśnego" garnizonu - może dalej zajmować dotychczasową kwaterę służbową. Tylko ,że mąż nie dostanie w miejscu nowej słuzby nowej kwatery a będzie mieszkał w hotelu często na terenie jednostki. Będzie za hotel płacił ( nie tak wiele). Nowy dowódca zgodnie z przepisami umożliwi wojakowi odwiedziny rodziny. Dobrze jesli rodzine rozdziela 100 km czy bliżej. Problem jest nie tak dotkliwy. W wypadku odległości Przemyśl - Arnswalde ( sorry Choszczno) prioblem jest bardzo poważny.
Ja gdybym zdecydował się dzisiaj na służbę liniową ( nie przewracanie papierów w MON) - mówię pod słowem honoru ( oficera - hmmmm...) nigdy nie zakładałbym rodziny. Służyłbym wzorowo, czołg byłby moim domem, żołnierze rodziną. W chwilach wolnych ostrzyłbym bagnet na osełce...;-))))
Marek Mozets

Przenoszenie żołnierza do innego miejsca pełnienia służby.

#6
W żadnym wypadku - mieszkanie prywatne , dom, mieszkanie gopodarstwo rolne - to sprawa do której MON nic nie ma. Nie dostaniesz tylko kwatery służbowej -jesli w poprzednim miejscu nie zwolniłaś kwatery pozostającej w gestii wojskowej administracji koszar - zasobów mieszkaniowych . Inaczej teoretycznie ja np. żeniłbym się i rozwodził 10 razy i za każdym razem zostawiał na kwaterze wojskowej kolejne stadło, żonę rodzinę. Lub robił inne zabiegi niedozwolone w wynajmowaniu mieszkań ( kwater). MON zostałby zniszczony gospodarczo.
Jeśli wybudowałaś dom z porozumieniem z wojskiem ( odpłatność ze strony wojska) i chcesz go zachować to następna kwatera - jak pisałem wyżej. ( Tych przepisów aktualnych nie znam - jestem jeszcze w oparach wojska lat Układu Warszawskiego. Nie piszę już o ludowym wojsku - bo mogę zostać spałowany przez internet. )
Zażartuję - możesz mieć wille na Seszelach po ostanim mężu miliarderze i nikt do tego nic nie ma. ( wybacz te żarty, to dlatego że w wojsku miałem do czynienia z takimi paranojami ,ze jedyną odtrutką był taki wisielczy humor).
Tak mi juz zostało.
Marek Mozets

Przenoszenie żołnierza do innego miejsca pełnienia służby.

#7
Czyli rozumiem, że dom mogę zachować ale w wyniku przeniesienia tymczasowo dostanę inne lokum tak? A co w sytuacji, gdy przenoszą mnie z rodziną do innego miasta to przecież domu nie zabiorę :) Może źle sformułowałam pytanie, chodzi o to czy kiedy mam swoje mieszkanie to mogą mnie gdzieś np. na drugi koniec Polski przenieść czy nie ma reguły ? Dużo pytań zadaję, ale lepiej pytać, niż myśleć że się wie :)

Przenoszenie żołnierza do innego miejsca pełnienia służby.

#8
Jeśli wybudowałaś dom rezygnując z wojskowej kwatery -otrzymując za to ustawowe gratyfikacje - służba w następnym garnizonie to wynajęcie sobie mieszkania , lub mieszkanie ( równiez odpłatne) w hotelu. Willę czy domek można na ten czas ( służby) wynająć. Domyślam się , że taka sytuacja występuje u Ciebie. Proste rozwiązania ( stosowane i w innych armiach świata) to:
dostaję rozkaz przeniesienia - zdaję kwaterę w X , zabieram swoje rzeczy prywatne i przenoszę się do Y - gdzie dostaję nastepną kwaterę wojskową.
Życie trepa ( mówię też tak o sobie) to życie na walizkach.
Cygańskie.
Ja to lubiłem , dopóki nie pojawiła się żona i dzieciątko. Kłopoty, choroby, przeniesienia - to nie jest dobre dla rodzin wojskowych. Długie wyjazdy na poligony w tym zagraniczne, brak osób bliskich ( rodzin) w pobliżu służby , które mogłyby pomóc. Służby, zajęcia , dziecko czasem ma trudności z rozpoznaniem czy to tato czy kolega. jedna żona to tylko wie...
Ale niektórzy dają sobie z tym radę.
Marek Mozets
cron