Re: OT-64 SKOT - nieksiążkowe spojrzenie na transporter.

#22
Cześć!
Wszystko się zgadza, ponieważ z biegiem czasu R-2B doposażono w systemy nawigacyjne, ale nie zmieniono ich oznaczeń w dokumentacji i na tabliczkach znamionowych. W ogóle ta wersja powstała z powodu zbyt małych dostaw systemów nawigacyjnych z ZSRR. Musimy pamiętać, iż gospodarka socjalistyczna cechowała się ciągłym brakiem wszystkiego.
Jeszcze jedna uwaga dotycząca wersji SKOT-a.
SKOT-Inż. występował w dwóch wersjach: rozpoznawczo-torującej i zaporowej (minowania manewrowego).
SKOT-Art. również występował w dwóch wersjach: pierwsza przystosowana do przewożenia plutonu moździerzowego (82 mm), druga przystosowana do przewożenia plutonu przeciwpancernego.

Pozdrawiam
Witek

Re: OT-64 SKOT - nieksiążkowe spojrzenie na transporter.

#23
Witold Muszyński pisze: Nie próbujmy na nowo pisać historii. Stawiacie tezy, których w żaden sposób nie próbujecie poprzeć dowodami.
W latach 50. i 60. współpraca polsko-czechosłowacka układała się bardzo dobrze. Oczywiście jak zawsze były pewne zgrzyty, ale nie miały one istotnego wpływu na ogólną ocenę tej współpracy. Podejmowano wiele wspólnych działań związanych z projektowaniem i produkcją uzbrojenia.
To jest, niestety, ocena z naszej strony - chyba zbyt optymistyczna. Nie wiem, jak ogólnie oceniano współpracę, ale to, że wspólna produkcja Skotów była dla Czechosłowaków mniej opłacalna, wynika właśnie z cytowanej monografii OT-64 SKOT (dostępnej w sieci). Czy coś zaprojektowaliśmy wspólnie? SKOT był już gotowym produktem, do którego tylko skonstruowaliśmy wieżę 2AP (nie używaną zresztą w Czechosłowacji). Chyba też dostarczaliśmy wyposażenie wersji R.

Z innej strony, eksportowaliśmy ciągniki D-350 Mazur, ale chyba nie przypadły im do gustu, bo według strony http://forum.valka.cz/viewtopic.php/t/19582 , były nazywane "Gomulkova pomsta"...

Pozdrawiam
Michał Derela

Re: OT-64 SKOT - nieksiążkowe spojrzenie na transporter.

#24
Cześć!
Właśnie na tym polega cały problem, że piszą na ten temat młodzi ludzie, którzy sami nie doświadczyli tego, o czym piszą. Przy całym szacunku dla ich trudu, daleki jestem od przyjmowania, jako jedynie słuszny pogląd, ich własnych przemyśleń o tamtych czasach.
Współpraca była znacznie większa niż wieża do 2AP czy dostawy D-350 i nie dotyczyła ona tylko sprzętu wojskowego.
Przykłady współpracy z lat 60-tych (tak na gorąco):
Samobieżny moździerz 240 mm
Czołg mostowy
Samochody ciężarowe o ładowności 10 ton (wspólne biuro konstrukcyjne)
Autokary Jelcz „Ogórek”
Ciągniki rolnicze Ursus (wspólne biuro konstrukcyjne).

Opinia o D-350 jak najbardziej słuszna, był niedopracowany a zwłaszcza bardzo głośny. Mam jednak pytanie czy siedziałeś w Skocie podczas jazdy w ciężkim terenie (120 dB), bez stoperów w uszach było ciężko. W tych czasach o ergonomii sprzętu wojskowego nikt nie myślał.

Pozdrawiam
Witek

Re: OT-64 SKOT - nieksiążkowe spojrzenie na transporter.

#26
Cześć!
Proszę tego nie brać tak dosłownie do siebie. Nikomu nie odmawiam prawa do pisania i wyciągania własnych wniosków. Jednak w pracy badacza (nawet amatora) obowiązują pewne zasady. Jeżeli stawiam tezę, to muszę dokonać jej dowodu (wykazać jej prawdziwość) i dopiero wtedy mogę mówić o twierdzeniu. W różnej formie zasada ta obowiązuje we wszystkich naukach. Dlatego w naukach historycznych (bo sądzę, że w tym obszarze się poruszamy) należy szukać możliwie wielu źródeł informacji oraz potwierdzać ich wiarygodność. Koledzy piszący książkę o transporterze SKOT, zupełnie nie zbadali polskich źródeł i oparli się wyłącznie na swoich materiałach archiwalnych oraz osądach ludzi często mających uraz do polaków. Oczywiście w porównaniu do Czechów zawsze byliśmy ubogimi krewnymi (i tak jest nadal), ale na podstawie tej książki nie można twierdzić, że współpraca Polsko – Czechosłowacka była wymuszona i przez Czechów niechciana. Polska i Czechosłowacja zupełnie świadomie zaczęły zacieśniać współpracę gospodarczą po 1957 r., bo to było w naszym wspólnym interesie. Stosunki gospodarcze zaczęły się psuć od 1965 r., kiedy Gomułka zaczął usztywniać politykę wewnętrzną i nawiązywać bliższą współpracę z ZSRR. Dlaczego teraz Czesi nas nie lubią, bo nawet Rosjanie w 1968 r. nie pluli na nich tak jak my i Niemcy. To nasz wspaniały wódz „Wiesław” wygłaszał płomienne przemówienia o konieczności zrobienia porządku za naszą południową granicą.

Ja również byłem za młody, aby w latach 60. współpracować z Czechami i Słowakami (chociaż już w pieluchę nie sikałem). Jednak staram się wyszukiwać materiały, czytać publikacje i prasę z tego okresu, rozmawiać z ludźmi pracującymi w tym czasie w różnych zakładach i biurach konstrukcyjnych. Jeżeli chciałbym się opierać wyłącznie na materiałach publikowanych np. przez IPN, to zapewne doszedłbym do zupełnie innych wniosków. Nie chcę tu nikogo obrażać, ale nowemu pokoleniu badaczy (bez względu na kraj i kolor skóry) często brakuje odpowiedniego przygotowania (bo szkoły i uczelnie kształcą coraz gorzej) i zwykłej rzetelności badacza.

Co do moździerza 240 mm, polskich materiałów na ten temat nie ma. Kiedyś czytałem artykuł w czeskiej prasie (ATM 11/2007 str. 64-66). W 1958 r. Czechosłowacja zaproponowała, że w przypadku dokończenia prac nad moździerzem B-36 jego seryjna produkcja zostanie podjęta w Polsce. Czy to miało świadczyć o złym nastawieniu do naszego kraju i niechęci do współpracy? Moździerz ten miał być produkowany w wersji holowanej oraz samobieżnej na zmodernizowanym podwoziu czołgu T-54.

Pozdrawiam
Witek

Re: OT-64 SKOT - nieksiążkowe spojrzenie na transporter.

#27
"Nieksiążkowe"podejście do tematu raczej zaczyna tworzyć książkę,co mnie mocno cieszy.
Nie wszystkie fakty,dane,zjawiska z tamtego okresu da się udokumentować i poprzeć jakowyś tam papierem(czyt,dokumentem).Śmiem twierdzić,że tajemnica wojskowa w latach 60-70 była nieco poważniej traktowana niż to co dzisiaj się dzieje.
Rzeczywiście,n/t pewnych stwierdzeń moich w poprzednich postach dokumentów nie mam i już mieć nie będę.Jednakże pewne moje,nawet kontrowersyjne opinie opieram na tzw.informacjach zasłyszanych(ze żródeł dobrze poinformowanych-świadek ze słyszenia)) jak i z autopsji-w okresie od listopada 1966 do maja 1967 byłem jednoosobowym kierownikiem(szefem) kancelarii jawnej sztabu 12 Dyw.Zmechanizowanej im.Armii Ludowej w Szczecinie z ograniczonym dojściem do kancelarii tajnej.No i cóż-do dzisiaj nie czuję się upoważniony do mówienia o wszystkim co dane mi było w owym czasie wiedzieć.
SKOT-ikona stanu wojennego-trochę przewrotne.W porządnych miastach garnizonowych,gdzie stacjonowały jednostki pierwszorzutowe stan wojenny" bewupami" stał.
Mazurem dane mi było przejechać parę kilometrów (jako pasażerowi)w okolicach Czerwonego Boru i Jarosławca.Możdzierz 240mm widziałem na własne oczy(czyli byłem świadkiem naocznym),nie jestem w stanie potwierdzić tego faktu żadnym dokumentem!

Liczę,że temat jeszcze potrwa!.Ukłony-JL.
cron